Przystanek 3 - Z dworca głównego

Wczoraj jechałem z narzeczoną samochodem i nagle powiedziałem do niej:
- nie wiem, jak ogarnąć całą tą sytuację z moimi rodzicami !!!
 Ona spojrzała na mnie i zapytała:
- co masz na myśli ???

No właśnie, co mam na myśli?
Tak często to wałkowałem, rozciągałem, ugniatałem, formowałem i piekłem.
Za każdym razem na sto różnych sposobów i do tej pory nie jestem zadowolony z efektu.
Niby wszystko gra ale jakby smak nie ten, konsystencja zła, zapach średni.

Zacznę od końca.

Ostatni raz z moją Mamą rozmawiałem 3 lata temu.
Ostatni raz z moim Tatą rozmawiałem 6 lat temu i właśnie wtedy widziałem ich ostatni raz.
Nie, nie odeszli.
Żyją i mają się dobrze, jak na swój wiek.

Tego dnia, przed 6 laty, odwiedziłem ich.
Długo się do tego zbierałem.
Bałem się.
Jednak moje serce rozpierała nadzieja i wiara.
Tak, rok wcześniej nawróciłem się.
Byłem zakochany w Bogu.
Moje życie zmieniało się i powoli stawało na głowie.
Przestawiałem hierarchię własnych priorytetów.
Porządkowałem swoje serce i chciałem uporządkować relacje z moimi rodzicami.
Jechałem do nich pełny optymizmu, choć naprawdę nie wiedziałem, jak zareagują.
Wszak nie mieliśmy ze sobą kontaktu od 15 lat...

Odświętnie ubrany stanąłem przed nimi.
Myślę, że byli kompletnie zaskoczeni.
Czy kiedykolwiek wyobrażali sobie ten moment?
Czy w jakikolwiek sposób pragnęli go?
Co wtedy czuli?
Nie wiem.

Zacząłem mówić.
Ta chwila była trudniejsza, niż przypuszczałem.
Głos mi się łamał, drżał.
Nie potrafiłem powstrzymać łez.
Wypowiadałem słowa, które naprawdę płynęły z mojego serca.

Wiem to teraz i wtedy to rozeznałem, że i Ja byłem i jestem odpowiedzialny za to, że nasza relacja urwała się, jak zbyt mocno naprężona nitka.
Właśnie to im powiedziałem.
Wyznałem, że jest mi przykro z tego powodu.
Na koniec wyznałem, że przez te wszystkie lata, mimo tego, że nie rozmawialiśmy, myślałem o nich, bo są dla mnie ważni i kocham ich.

...

Mój Tata wstał bez słowa i wyszedł.
Nigdy później i aż do dziś nie wypowiedział do mnie słowa.

Czy otrzymałem to, na co zasłużyłem?

15 lat wcześniej Tata zawiózł mnie na dworzec i wsadził do pociągu. Musiałem wracać na studia.
Mieliśmy za sobą bardzo trudny i napięty okres.
Rodzice dowiedzieli się, jak chcę budować siebie, w jakim kierunku chcę iść, jakie mam plany na przyszłość i kompletnie im się to nie spodobało.
Po raz pierwszy w życiu powiedziałem czego pragnę i co myślę.
Nie byli z tego zadowoleni.
Zabronili mi tego wszystkiego.
Chcieli zamknąć mnie w domu, bym realizował ich wizję samego siebie.
Były groźby i perswazje.
Miałem wrócić na studia ale z przykazaniem, by stosować się do ich wytycznych.

Tamtego dnia Tata zawiózł mnie na dworzec.
Wsadził do pociągu i powiedział:

- kocham cię.

Nigdy wcześniej nie słyszałem z jego ust tych słów.

Pociąg ruszył.
Odjeżdżałem .
Toczyłem się w swoim kierunku i nigdy już nie miałem wrócić.
Oddalałem się od mojego Taty.
Odległość rosła, a wraz z nią stawaliśmy się sobie coraz bardziej obcy.

Chciałem tylko żyć i być szczęśliwy.

Zrealizowałem własne plany i jestem spełniony.
Jestem sobą.
Zrobiłbym to jeszcze raz, gdybym musiał.
Nie popełniłem błędu.
Gdybym został...
Żyłbym nieszczerze, nieprawdziwie, nieszczęśliwie.

Tamtego dnia w pociągu to mój Tata powiedział do mnie, że mnie kocha, a ja podjąłem decyzję i wybrałem własne życie.
Może dlatego, gdy po latach stanąłem przed nim i powiedziałem:
-kocham cię,
on odwrócił się i odszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz