Jest w moich myślach takie małe okienko.
Jedno z wielu.
Zwykłe.
Niczym niewyróżniające się.
Jedno z tysiąca.
Czasami spoglądam przez nie na świat z drugiej strony.
Jak często?
Bardzo różnie.
Do owego okna podchodzę zwabiony muzyką.
Skuszony smakiem.
Zachęcony znanym miejscem, gestem, szczegółem, słowem.
Czasami świadomie, czasami bez zastanowienia.
Do tego okna podchodzę przywołany po prostu wspomnieniem.
Obrazy pojawiają się i odchodzą.
Jednym razem zostają krótką chwilkę, innym razem pozostają dłużej.
Jednego dnia zatapiam się w nich, a drugiego pospiesznie odpycham.
Świat za tym oknem zawsze wzbudza emocje i pozostawia smak na sercu.
Ten świat to wspomnienia i obrazy z pewnego okresu w moim życiu.
Jest jednym z wielu światów.
Niektóre ze światów stanowią odrębną historię, inne łączą się i uzupełniają.
Ten również przeplatany jest setkami przeróżnych scen i opowieści.
W zasadzie nie wyróżnia się niczym specjalnym, chociaż jest jedna mała różnica.
O tym świecie rzadko opowiadam.
Jest schowany w moich myślach.
Nie ukryty ale celowo pomijany.
Dlaczego?
Ponieważ wydaje mi się, że tak wypada.
Ponieważ nie chcę być nietaktowny.
Ponieważ nie chcę nikogo zranić.
Ponieważ nie chcę wzbudzić błędnych wniosków.
Od kilku lat jestem związany ze wspaniałą kobietą.
Jestem szczęśliwy i wiem, że ona również.
Jestem spełniony i chciałbym dożyć z nią przysłowiowej późnej starości.
Wszystko wydaje się być na miejscu.
Nie bez przyczyna ona i ten czas.
Nie chciałbym jednak teraz w tym miejscu zatrzymać się na kwestii naszej miłości.
Choć jest ona powodem moich przemyśleń, bowiem świat za owym oknem to czas, gdy byłem w poprzednim długoletnim związku.
To była pierwsza prawdziwa, poważna i szczera miłość.
Wtedy także myślałem, że to ta jedyna.
Kochałem mocno i intensywnie.
Jednak życie zweryfikowano nasze uczucia, a przede wszystkim dojrzałość i siłę budowy naszej relacji.
Popełnialiśmy błędy i nie potrafiliśmy się na nich uczyć.
Długo szliśmy razem w jednym kierunku ale szarpani problemami zaczęliśmy się rozmijać.
Umieliśmy długo i szczerze ze sobą rozmawiać ale wpuściwszy złość i egoizm zapomnieliśmy wspólnego, wypracowanego języka.
Zawiniłem bardzo.
Okazałem się nieprzygotowany i niedojrzały.
Nie zdawałem sobie sprawy z błędnych decyzji i destrukcyjnego ich wpływu.
Nasz czas minął.
Bajka skończyła się.
Szczęście pękło.
Dziś jednak pozostało mi z tego okresu i związku wiele.
Ale najważniejsze jest doświadczenie.
Nauka, która wypłynęła z własnych ran i uniesień.
Dziś zawsze w głowie są słowa:
- pamiętaj, że wszystko można zepsuć!
- pamiętaj, że o miłość wciąż trzeba walczyć!
- pamiętaj, że uczucia ulegają zmianom i ewoluują!
To cenna nauka.
Jednak pozostaje problem tego okienka.
Czasami zastanawiam się, czy wolno mi przez nie spoglądać?
Nawet wtedy, gdy nieświadomie zwabiony wspomnieniem, zerkam zza zasłony.
Nie robię tego z tęsknoty za utraconym czasem.
Nie z pragnienia odzyskania miłości.
Nie z powodu osoby.
Tamta kobieta, tamten świat był i jest dla mnie ważny.
Nie mogę tego wymazać, jak błędu.
Nie mogę zapomnieć, jak gdyby to nigdy nie miało miejsca.
Spoglądam na poszczególne sytuacje.
Przywołuję pamięcią zdarzenia, miejsca, rzeczy.
Oczywiście towarzyszą temu emocje, często bardzo silne.
Niekiedy wspomnienia są tak intensywne, że czuję się, jakbym znowu był żywy tam w tamtym miejscu.
Zdarza się, że odczuwam coś na kształt tęsknoty, bólu straty, rozczulenia.
Jednak nie zamieniłbym mojego tu i teraz na to, co za mną.
I o tym boje się mówić.
Lękam się opowiedzieć o moich wspomnieniach i emocjach.
Obawiam się, że mogę zostać źle zrozumiany.
A może faktycznie te myśli są złe.
Może niosą ze sobą zgubny wpływ.
Może powinienem zamknąć za sobą to okienko i zasłonić kotarę zapomnienia?
Na razie okienko zostawiam otwarte, jednak ukrywam je nadal we własnych myślach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz