Z drogi

Wyruszyłem...

Moja wędrówka trwa już ... chwila zastanowienia... 42 lata.
W międzyczasie przynajmniej milion razy zmieniałem cel, ekwipunek, towarzyszy podróży.
Za sobą mam wzloty i upadki.
Strome podejścia, zwariowane zjazdy, błądzenie w gęstym lesie, spływ prądem rzeki, gonitwę i opóźnienie...
Góry, oceany, doliny, burze, zorze poranne, tęcze, pustynie i oazy...
Widziałem zwierzęta małe nieporadne, dzikie i waleczne, płochliwe i agresywne...
Czułem wiatr, słońce, lęk i euforię, głód, pragnienie, samotność i zaspokojenie...
Smakowałem słodko kwaśne smaki moich decyzji, gorzki smak porażki i ostry posmak przygody...
Wszystko to zapakowałem do plecaka.
Mam wciąż w sobie niewyczerpane pokłady ciekawości i chęci, by iść do przodu.
Szukam.
Błądzę.
Zmierzam do celu.
Dokąd?
Dziś to wiem, jutro już wątpię.
Kilka lat temu dostałem latarkę.
Światło płynące od Boga.
Mrok dookoła mnie rozproszył się i lepiej widzę, gdzie stąpam.
Każdego dnia kolejne kroki.
Otoczony własnymi pragnieniami, słabościami, siłą, nadzieją, wspomnieniami, doświadczeniem....
Wstaję każdego poranka i mierzę się z tym, co już umiem, z tym czego właśnie się uczę i z tym, czego jeszcze nie znam.
Przyglądam się sobie i światu dookoła.
I chcę o tym opowiedzieć.

O banalnych i błahych sprawach.
O intymnych rzeczach.
O tajemnicach.

Chcę odkrywać i ujawniać.
Mówić i opisywać.
A Ty możesz mi towarzyszyć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz