Przystanek 5 - Miejsce 17 w pociągu do Modlina

    W zasadzie chciałem się wyciszyć i w spokoju poczytać kupione na dworcu gazety.
Siedziałem właśnie w pociągu i zmierzałem na lotnisko w Modlinie. Mimo czekających mnie długich dni pracy, cieszyłem się na ten moment z lekturą. Pełni szczęścia dopełniał fakt, że choć wagon był prawie pełny, obok mnie miejsce było puste.
Rzadkość.
Przeglądałem kartki.
Jednak głosy z przodu cały czas wytrącały mnie z kontekstu.

    Przede mną siedziało dwóch studentów.
Wiem, wiem, nie wolno podsłuchiwać ale ja w zasadzie oddałbym wszystko, by siedzieli gdzie indziej, a ja mógłbym cieszyć się swoim spokojem.
Nie podsłuchiwałem ale po prostu nie byłem w stanie nie słyszeć ich rozmów.
    Tematy były różne i błahe i poważne. Kilka słów o kobietach, kilka o kosmosie i jego kolonizacji, kilka o studiach i przyszłości.

W którymś momencie padło pytanie:

- ... A wierzysz w ogóle w Boga?...

Padła odpowiedź:

- ... Hmm, a więc to jest tak. Sądzę, że jest coś większego od nas. Jakaś siła wyższa ale czy to jest Bóg. Poza tym istnieje tyle religii, skąd mam wiedzieć, który z bogów jest prawdziwy ...

    Aż mnie korciło, żeby się odezwać. Innym tematom trochę się przysłuchiwałem ale tym razem aż nie podskoczyłem na krześle. Powstrzymało mnie chyba tylko to, że do końca nie wiedziałem, co powiedzieć.

    To jest moja największa wada, że we właściwych momentach, na przykład w trakcie dyskusji, brakuje mi dobrych odpowiedzi, a później, gdy mam czas, na spokojnie potrafię znaleźć tuzin ostrych, jak brzytwa argumentów.
Zazwyczaj wkurzam się, że pomysły nie przyszły wcześniej. Tym razem nie było to akurat takie istotne ale faktycznie, jakiś czas później wróciłem w myślach do owej sceny i pytania.
    Zastanawiałem się, co mogłem wtedy powiedzieć.

Bardzo prosto:

Po pierwsze: kiedyś usłyszałem słowa, że jeśli czegoś nie widzieliśmy, to wcale nie oznacza to, że tego nie ma. Wielu rzeczy nie widziałem, a przecież wiem, że są.

Nigdy nie widziałem naprawdę swojego serca, a wiem, że je mam.
Nigdy nie udało mi się dostrzec powietrza ale wiem, że je wdycham.
Nigdy nie byłem na marsie ale wiem, że byli i tacy, którzy  postawili na nim swoje stopy.

To, że nie widziałeś Bóg, wcale nie znaczy, że go nie ma.

Po drugie: przeczytałem jakiś czas temu świetny tekst i od tamtego momentu trzymam się tego i próbuję nie stracić równowagi. Autor napisał następującą rzecz odnośnie wiary w Boga.
Stwierdził, że on osobiście drogą własnych doświadczeń i przemyśleń, nie widzi innej możliwości, jak tylko wierzyć w Boga.

Dlaczego?
Odpowiedź jest dziecinnie prosta.
Woli zostać głupcem, niż w najgorszym przypadku stracić wszystko.

Dlaczego głupcem?
Zamierza trzymać się mocno swojej wiary, żyć i postępować zgodnie z jej zasadami, aż nie przeżyje wszystkich swoich dni. Nie wspominając o tym, że wcale nie stanowi to dla niego problemu, wręcz przeciwnie sprawia, że jest człowiekiem spełnionym, jeśli przyjdzie ten dzień i pożegna się ze swoim życie, a okaże się, że Boga nie ma, będzie tylko głupcem, a odchodząc w nicość i tak się tego nie dowie.
Natomiast jeśli stwierdziłby, że Boga nie ma i nie będzie w Niego wierzyć, a kiedy umrze przyjdzie mu stanąć przed Bożym obliczem i okaże się, że na wszystko jest już za późno, a on straci wszystko na zawsze.

Po trzecie: nikt nie ma wpływu na pewne rzeczy z góry narzucone. Nikt nie pyta się nas na przykład gdzie i kiedy chcemy się urodzić.
Czy jesteśmy
Polakiem
mężczyzną
katolikiem
niskim
ze średnio - sytuowanej rodziny
z dużego miasta
....

Po prostu przyjmujemy pewne rzeczy.
Dlatego uważam, że jeśli urodziłem się w katolickim domu i tak zostałem wychowany, powinienem być temu wierny.

Gdybym teraz ponownie usłyszał tych chłopaków, rzuciłbym po prostu:

Nie bądź głupi!